Muzyka, Polska

Żelazowa Wola

Ciepłe niedzielne październikowe przedpołudnie. Szkoda marnować takiego dnia, a z drugiej strony słońce nie świeci już tak długo żeby jechać gdzieś dalej.

Wybraliśmy się zatem do Żelazowej Woli. Wioska licząca sobie raptem 65 mieszkańców blisko Sochaczewa w każdy wiosenny, letni i jesienny weekend (o ile pogoda dopisze) jest miejscem pielgrzymek setek jak nie tysięcy miłośników Fryderyka Chopina, jego muzyki.

Tu biję się w pierś. Mea culpa, mea maxima culpa! Choć lat już wiele na karku, jeszcze nie byłem w Żelazowej Woli, a przecież to rzut beretem (raptem jakieś 40km). Czas było ten błąd naprawić, tym bardziej, że to był Rok Chopina.

Na miejscu w pawilonie przywitał nas wielojęzyczny tłumek gości. Nie my jedni tego dnia postanowiliśmy zwiedzić to miejsce nierozerwalnie związane z Fryderykiem. Po wyjściu z pawilonu, z biletami (opcja – spacer po parku bo zwiedzanie dworku wydało nam się drogie) wyszliśmy na alejkę prowadzącą do dworku (na zdjęciu) i dalej do parku. I tu pierwsze miłe zaskoczenie. Z niewidocznych głośników rozbrzmiewały nuty mazurków, polonezów chopinowskich. Dźwięk tak krystalicznie czysty, iż odnosiło się wrażenie, że gdzieś niedaleko któryś z wirtuozów gra na fortepianie. Po bliższym, dokładniejszym przyjrzeniu się spostrzegłem w trawie głośniki (na zdjęciu). Robią wrażenie!

W dworku pamiątki po kompozytorze. Wprawdzie rodzina Chopinów licząc od narodzin Frycka spędziła w tym miejscu raptem niespełna 8 miesięcy (od marca do października 1810r.) ale sam Fryderyk powracał w to miejsce jeszcze wielokrotnie, latem 1823, w Boże Narodzenie 1825 i potem jeszcze w 1830r. Tyle przekazy historyczne. A moje wrażenia ? Cóż, przyznam szczerze, gdy jeszcze tu nie byłem, Żelazowa Wola jakoś wiązała mi się z alejami wierzb płaczących, ze smętkiem unoszącym się w powietrzu i w nutach chopinowskich oraz z Utratą, która miała reputację rzeki najdelikatniej mówiąc o przykrym zapachu.

Tymczasem tu na miejscu w to słoneczne wczesne popołudnie ogarnęła mnie melancholia, spokój, lekkość i kosmiczna wręcz maestria nut, brzmień, dźwięków wydobywających się z głośników w parku. Zrozumiałem dlaczego Chopin jest tak dobrze odbierany w Azji, szczególnie w Japonii. Harmonia piękna i prostoty sprawiają, że mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni tak lgną do muzyki i do tego miejsca. Tej niedzieli też ich nie brakowało w tłumie międzynarodowych gości zwiedzających Żelazową Wolę.

Park zadbany (widać, że sztab ogrodników pracuje nad jego utrzymaniem), w Utracie odbijał się błękit nieba i złoto jesiennych liści (nie czuć przykrego odorku). Mostki nad rzeką, pergole, ławeczki, altanki, wszystko to idealnie komponuje się w cały krajobraz tego miejsca.

W ramach filmów o Chopinie, zachęcamy do obejrzenia pałacu gdzie młody Fryderyk spędzał wakacje i kościoła gdzie był chrzczony.

[salbumphotos=64,72,5]